Menu Zamknij

Czy już czas już na wspomnienia?

Data ostatniej modyfikacji 2024-02-20 przez srubkazywiec

Przez wiele lat wzbraniałem się przed publikowaniem własnych wspomnień z minionego okresu. Jak we śnie przed oczyma przesuwają się sceny i wydarzenia minionych lat. Wspólnym mianownikiem jest nadzieja. Mocna chęć służenia drugiemu człowiekowi. Ale przyglądając się bliżej temu procesowi, to możemy zauważyć że wszechobecną i towarzyszącą permanentnie moim potyczkom z kulturą jest miejscowa, wszechogarniająca głupota. Jest i zawiść i chęć poniżenia drugiego człowieka. Ale przede wszystkim jednak to głupota ludzka jest sprawcą wielu opisanych później wydarzeń.

Moja osobista przygoda z Klubem „śrubka” rozpoczęła się w roku 1954 czyli w czasie, gdy osiągnąłem wiek szkolny. To w tym właśnie roku moi rodzice podjęli się prowadzenia maleńkiej biblioteki funkcjonującej w Klubie. Owa biblioteka również w bieżącym roku obchodzi swe 60 urodziny. Bez fanfar i akademii. Najważniejsze, że służy lokalnej społeczności. Ale wracając do wspomnień, to od tego czasu moje przebywanie w murach Klubu było częstsze. Wcześniej pamiętam moją obecność na spektaklu „Igraszki z diabłem” w wykonaniu miejscowego zespołu teatralnego w skład którego wchodził mój ojciec. I jak wspominali ówcześni aktorzy, miejscowa głupota również, a może przede wszystkim wtedy, odnosiła swoje sukcesy. Zespół teatralny klubu musiał zawiesić swą działalność z powodów „politycznych”, gdyż ówczesna władza dopatrzyła się w spektaklu „Igraszki z diabłem” akcentów klerykalnych, wtedy skutecznie unicestwianych idei. Inteligentni czytelnicy ze śmiechem mogą stwierdzić jedynie głupotę i analfabetyzm kulturalny w kręgach sprawujących władzę. Ale w dalszych fragmentach moich wspominków przekonam, że głupota towarzyszyć nam będzie do dzisiaj. Taki to lokalna (a może nie tylko lokalna ?) przypadłość sprawujących rząd dusz nad swymi pobratymcami.
Pamiętam jak dzisiaj pierwszy, czarno-biały telewizor w Klubie i nasze (z kolegą) wpatrywanie się w maleńki ekran. Oglądaliśmy jedynie obrazki, gdyż tekst był czeski, bo jedyną stacją telewizyjną odbieraną u nas była Morawska Ostrawa. Olbrzymia, tzw. „pełanofalowa” antena na dachu budynku świadczyła o dokonaniu milowego kroku cywilizacyjnego w Klubie. Jedynym dostępnym miejscem dla dzieci, w określonym czasie była podłoga. Tam też bez słowa zasiadaliśmy zaczarowani migającymi obrazkami telewizyjnymi. Dorośli zajmowali miejsca w fotelach.
W późniejszym czasie pamiętam, że warunki przebywania w Klubie stały się bardziej siermiężne. To był wpływ zmieniających się często kierowników tej placówki, często ulegających ludowym potrzebom spędzania wolnego czasu w sposób daleki od poziomu przypisanego w programach. Ale cóż można było uczynić wobec olbrzymiej presji społecznej załogi Fabryki Śrub gustującej w alkoholowych zabawach ludowych. Pocieszającym faktem było jednak zjawisko zaczytywania się wąskiej grupy młodych czytelników biblioteki w posiadanych zasobach książkowych.
Jednak silniejsze związki z Klubem nastąpiły w momencie podjęcia pracy w Fabryce Śrub w Żywcu. To był czas powoływania Amatorskiego Klubu Filmowego „Nakrętka” z inicjatorami i pomysłodawcami – Janem M. i Tadeuszem U. Wśród pasjonatów „kręcenia filmów znalazło się wielu młodych pracowników Fabryki Śrub o których wspominamy na tej stronie.
Dzięki  poparciu ówczesnego głównego księgowego Fabryki AKF „Nakrętka” dość szybko wzbogacił się o dwie nowe kamery filmowe 2x 8 mm- Qwarz i Newa. Obie produkcji radzieckiej. Ale w prywatnym wyposażeniu klubu filmowego znalazł się projektor filmowy marki „Kodak”. Jakim sposobem młodzi filmowcy weszli w jego posiadanie – następnym odcinku wspomnień.

Włodzimierz Zwierzyna

Opublikowano wArtykuły, Po godzinach

Podobne wpisy